czwartek, 14 lutego 2013

one

W końcu nadszedł ten dzień. Wyprowadzka do Londynu. Wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy spakowałam w dwóch walizkach- postanowiłam w Londyniu iść na porządne zakupy. Lot minął szybko. Mama zamówiła taksówkę. Zapakowaliśmy do niej wszystkie nasze bagaże i pojechaliśmy do naszego nowego domu. Włożyłam do uszu słuchawki i przymknełam lekko oczy.
-Kochanie, już jesteśmy.- szturchneła mnie mama. Z grymasem na twarzy wyszłam z samochodu i zaniemówiłam. Myślałam, że to będzie zwykły dom, a to była willa. Z otwartą buzią, szłam za moją rodzicielką. Przekręciła klucz w zamku i otworzyła drzwi. W korytarzu ściągnełam szybko trampki i ruszyłam na zwiedzanie. Weszłam do ogromnego pomieszczenia. Salon był urządzony w nowoczesnym stylu, pomalowany na kremowy kolor.
-Jest świetny.- powiedziałam cicho. Moja mama się tylko do mnie uśmiechneła i znikneła za ścianą.
Później znalazłam się w wspaniałej kuchnia.Rozglądnełam się i sama do siebie się uśmiechnełam. Wyszłam z pomieszczenia i wbiegłam po drewniałych schodach na górę. W korytarzu się zatrzymałam. Jedne drzwi prowadziły do łazienki, drugie do sypialni mamy, trzecie do gościnnego, a czwarte do mojego pokoju. Otworzyłam pierwsze lepsze i weszłam do zielonego pokoju z widokiem na ogród. Nie mogłam uwierzyć. Wskoczyłam na łóżko i zaczełam skakać na nim jak głupia. Drzwi do mojego królestwa się otworzyły i zobaczyłam moją mamę.
-Widzę, że się podoba. Za 30 minut jadę do firmy ojca i załatwię kilka spraw. Wyjdź na miasto, może kogoś spotkasz.- powiedziała, uśmiechając się do mnie. Pokiwałam tylko głową, a ona wyszła. Opadłam zmęczona na łóżko i myślałam. Po kilku minutach postanowiłam wybrać się jednak na miasto. Wstałam i otworzyłam jeszcze drzwi do garderoby i łazienki. Nareszcie własna łazienka. Otworzyłam walizkę i chwilę zastanawiałam się co założyć. Było słonecznie i ciepło, w końcu mamy koniec czerwca. Wybrałam zestaw i przebrałam się. Rozczesałam włosy i założyłam na nos ray bany. Z kosmetyczki wyjełam moją szczęśliwą bransoletkę, na ramię założyłam czarną torbę i zbiegłam na dół.
-Wychodzę mamo.- krzyknełam i wyszłam z domu.
Nie miałam pojęcia w jaką stronę iść, by dojść na przykład do jakiegoś sklepu czy parku. Po chwili namysłu skręciłam w lewo i ruszyłam powolnym krokiem. Moją uwagę przykuł różowy napis " Milkshake City ", ruszyłam w tym kierunku. Pchnełam lekko drzwi i weszłam. Usiadłam na stółku przy barze i zamówiłam czekoladowego shake'a. Wyjełam z portfela pieniądze i zapłaciłam za niego. Włożyłam rurkę do ust i sączyłam pyszny napój. Pychota. Będę tu częściej przychodzić. Kelnerka znikneła gdzieś na zapleczu. Po chwili zamiast niej, weszlo pięciu roześmianych chłopaków. Jeden z nich trzymał w ręku gitarę. Wszyscy z otwartymi buziami zaczeli klaskać i krzyczeć "One Direction". Niezłe mają piosenki, ale wolę Eda Sheerana. Wszyscy nagle ucichli. Blondyn z gitarą zaczął grać pierwsze nuty piosenki. Nie mogłam sobie przypomnieć tytułu, ale przy refrenie, olśniło mnie. Up all night, jedna z najlepszych. Chłopaki oparli się o blat i śpiewali. Chłopak z bluzką w paski wziął pojemnik ketchupa i udawał, że to jego mikrofon. Zaśmiałam się na ten widok. Gdy piosenka się skończyła, One Direction zaczeło podpisywać autografy i robić zdjęcia. Zeszłam ze stołka i ruszyłam do drzwi. Nie było to łatwe, bo każdy pchał się do chłopaków. Odetchnełam z ulgą, kiedy znalazłam się na świeżym powietrzu. Dochodziła 17, wiec postanowiłam już wrócić do domu. Usłyszałam za sobą moję imię. Ze zdziwieniem w oczach odwróciłam się i ujrzałam biegnącego w moim kierunku tego samego chłopaka co grał na gitarzę. Niall, chyba tak się nazywał. Podbiegł do mnie i podał mi jakąs rzecz.
-Twój portfel, leżał na blacie.- powiedział dysząc. Zabrałam swój portfel i włożyłam go do torby.
-Dziękuję.- odparłam i napięcie się odwróciłam.
Nigdy nie sądziłam, że spotkam jakąś gwiazdę, a tu prosze. Ale chłopak ma słabą kondycję. Uśmiechnełam się w duchu i odeszłam od niego. Doszłam do parku i próbowałam sobie przypomnieć, czy przechodziłam obok niego. Nic z tego nie wyszło, pustka w głowie. Chyba muszę się zapytać ludzi o drogę. Rozejrzałam się i zobaczyłam babkę, która trzymała w jednej ręce siatkę z zakupami, a w drugiej mała torebkę. Podeszłam do niej.
-Przepraszam bardzo, wie pani gdzie je..
-Ty łobuzie. Chciałaś mi pewnie ukraść torebkę. Co to za młodzież.- krzykneła piskliwym głosem i oberwałam torebką z brzuch. Myślałam, że mieszkają tu milsi ludzie. Odeszłam od wściekłej babki i podeszłam do jakieś rodziny.
-Wiedzą państwo, jak dojść do ulicy 10 Manchester Street?- zapytałam kulturalnie. 
Mężczyzna pokazał mi palcem gdzie co jest. Podziękowałam i ruszyłam w wyznaczonym kierunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz